Łódź Design z dzieckiem

Lodz_Design

IMG_8071_s

IMG_8048_s

IMG_7982_s

17

16

14

15

11

12

9

7

8

4

3

1

18

20

Tak więc pierwszy raz całą rodziną odwiedziliśmy Łódź Design, dla mnie była to przede wszystkim okazja do spojrzenia na niego z całkiem nowej perspektywy, bo widzianej oczami dziecka. Było nie było to największy festiwal designu w tej części Europy, święto wzornictwa, wizytówka tego, co dzieje się w dziedzinie sztuki użytkowej. Po co zabierać tam dziecko? Ja zabieram, bo jest to dla mnie ważne, wierzę w edukację artystyczną od najmłodszych lat, nie jest mi obojętne czym otacza się moje dziecko. Chciałabym aby Luna słowo galeria kojarzyła z galerią sztuki, a nie galerią handlową. Ja odwiedzam festiwal z ciekawości, dla rozkręcenia wyobraźni i podobną ciekawość chciałabym rozbudzić w Lunie.

Owszem, „design nie zbawi świata” jak przekornie głosi jedno z tegorocznych haseł, nie nakarmi głodujących, tak naprawdę sztuka jest ostatnią z potrzeb społeczeństwa, to na nią pieniądze wydaje się na końcu. Najczęściej budzi dystans, ta współczesna często niezrozumienie, a przez niezrozumienie wycofanie, często również ironiczny uśmiech, stwierdzenia w stylu „sam bym tak namalował”, „to jest sztuka?”
Czy jako historykowi sztuki, który widział i wie może więcej jest mi łatwiej, nie wiem. Ja osobiście nabrałam większego dystansu i luzu, nie ma we mnie ślepego zachwytu nad tym co ktoś uznał za genialne, pozwalam sobie na osobiste definiowanie tego, co ładne, a co nie, co wyjątkowe, ciekawe i godne uwagi, a co zwyczajnie jest przerostem formy nad treścią.

Sztuka jako pozbawiona definicji i granic, dla mnie jest doświadczeniem osobistym, dokładnie, „doświadczeniem”, tym co dzieje się pomiędzy mną, a obiektem. Empiryzm stawiam bardzo wysoko, a w przypadku dzieci najwyżej. Luna pierwszy raz odwiedziła muzeum gdy nauczyła się chodzić, a że było to muzeum etnograficzne i zwiedzanie przygotowane specjalnie dla dzieci miała okazję podotykać i pobawić się średniowiecznymi zabawkami. I tu było podobnie, chciała i musiała dotknąć, sprawdzić, zobaczyć co to jest, jak działa, to przecież oczywiste i naturalne. Nie wszędzie jednak można było to zrobić legalnie, co nie znaczy, że dzieci zgodnie ze swą naturą nie próbowały. Dlatego najbardziej spodobała się jej możliwość samodzielnego wykonania odbitki sitodrukowej i Strefa Testów. Tam można było poeksperymentować z różnymi materiałami, np. zobaczyć na czym polega recykling papieru i samemu go wyprodukować. Perspektywa dziecka jest zaskakująca, szklany dzbanek przyłożony do ucha może stać się muszlą, w której słychać szum morskich fal, a stolik zamieni się w bębenek. Tak wygląda wystawa widziana oczami dzieci, to dzięki nim odkryliśmy dyndająca lampę, bo czy dorosły miałby odwagę wprawić ją w dyndanie? No właśnie;) Dla Luny był to udany dzień dzięki obecności cudownych dzieciaków, Heli i Ryśka znanych z bloga Małe Dranie oraz Tosi z bloga Minimliv. To dwa genialne blogi, które uwielbiam, a możliwość spojrzenia na wystawę z perspektywy ich autorek jest dla mnie niezmiernie ciekawa. Dzięki dziewczyny!

(Przepraszam za jakość zdjęć, jako że zapomniałam aparatu, robiłam je telefonem)

wydarzenie: Łódź Designkombinezon: Soft Gallery /  buty: 10is