Jak smakuje niebo?

Luna_Nosweet_4

Luna_Nosweet_5

Luna_Nosweet_7

Luna_Nosweet_6

Luna_Nosweet_8

Luna_Nosweet_15a

Luna_Nosweet_2

Luna_Nosweet_1

Luna_Nosweet_3

Luna_Nosweet_11

Luna_Nosweet_12

Luna_Nosweet

Luna_Anniel

Luna_Nosweet_19

Luna_Weranda_1

Luna_Weranda

Luna_Nosweet_22

Luna_Nosweet_21

Luna_Nosweet_20Luna_bw_sNiebo w gębie – często to słyszymy, a się zastanawiam jaki byłby jego smak. Może słodki i aksamitny jak waniliowy budyń, może lekki i puszysty jak bita śmietana, może lepki i soczysty jak mirabelka z drzewa babci.

Zdaje się, że Luna doświadcza go dość często, domyślam się po częstotliwości i długości wymruczanego mmmm i błogim uśmiechu na jej twarzy. Lubi jeść, od zawsze, od pierwszych dni swojego życia, gdy potrafiła przyssać się do mojej piersi na godziny.
Chciałam, żeby była smakoszem, nie obżartuchem, od początku uczę ją delektowania się jedzeniem, otwartości na nowe smaki ich połączenia, odkrywam bogactwo warzyw i owoców. Nie chciałam, żeby była jak jej tata, którego lista potraw, których nie lubi jest dłuższa niż Mur Chiński, sos z proszku jest lepszy od sosu z pomidorów, a pięciosmakowa potrawa to o 3 smaki za dużo. Przypomina mi się pewna książka o żywieniu najmłodszych „Dziecko lubi wybór”, którą polecała rodzicom pewna pani psycholog, gdy Luna weszła w etap pokarmów stałych. Tak więc dałam jej wybór, przestałam karmić łyżeczką, pozwalałam jeść samodzielnie rączkami, wszystkie składniki obiadku podawałam w małych miseczkach z których mogła próbować wszystkiego i wybierać to, co chce. Widziałam, co lubi bardziej, co mniej, a co wcale. Mam wrażenie, że dzieci ery słoiczkowej skazujemy na ubóstwo smaków, wszystko wymielone razem, ciągle ta sama nudna papka, jedno danie podobne do drugiego. I dziwimy się, że dziecko tego nie chce. A jakim sposobem ma dowiedzieć się jak delikatny w smaku jest kalafior, jak słodki może być groszek czy lekko kwaśny pomidor skoro nie dajemy mu w pełni doświadczyć tych smaków.

Dla nas nadeszła era przedszkola i zasady, które wprowadziłam w domu biorą w łeb. Nie podawałam jej smażonych potraw, słodkich soczków, chleba nie smarowałam masłem, unikałam słodyczy. A teraz wraca do domu pachnąca masłem, bo po południu dzieci dostają pudło pełne pszennego chlebka z masłem do rozpracowania. Soczku mogą pić do woli, stoi wielka butla na zawołanie, często piją słodkie kakao, nie mówiąc o tym, że mają prawo do nieskończonej ilości dokładek. I wiem, że ona idzie po nie pierwsza, bo lubi „wszystko”, po prostu kocha jeść. Dochodzi jeszcze do tego mleko i wszelkie mleczne potrawy, na które ma alergię, a które oczywiście uwielbia. A ja zastanawiam się co z tym zrobić, poprosiłam o ograniczenie potraw na które ma uczulenie, dokładek, ale nie wiem, jak to wygląda w praktyce, przecież nie można jej zabronić wszystkiego, musi jakoś funkcjonować w społeczności, przedszkole to nie dom, nikt nie będzie przygotowywał specjalnie dla niej osobnego menu. Nie mówiąc o tym, że musi się czuć nieszczęśliwa, gdy zabrania się jej tego, co mogą inne dzieci. Dotarła do mnie świadomość, że nie mam już wpływu na dietę swojego dziecka, na kształtowanie jej nawyków żywieniowych, na to co i ile je. Zostaje kolacja i weekendy, to niewiele. A zdecydowanie wolę słyszeć mmmm nad oliwką niż czekoladką. A dziś pewnie znów wróci z przedszkola pachnąca masłem…

sukienka: Nosweetbuty: Annielskarpetki: April Showerschusta: Wayda / spinka: Koto Kidsmiejsce: Weranda